Mokotowska świątynia VHS

Zabytek zabytkiem, ale jego postrzeganie zależy często od własnych doświadczeń. A dla pokoleń, które przeżyły lata 80. i 90. XX wieku na Mokotowie, adres Puławska 101 to przede wszystkim największa w dzielnicy wypożyczalnia kaset wideo - świątynia filmowej rozrywki. Nazwę Dom pod Skarabeuszami kojarzyli wówczas stosunkowo nieliczni.

Słynna płaskorzeźba sokołów trzymających tarczę ze skarabeuszem

W epoce internetu i filmów z sieci dostępnych jednym kliknięciem zapewne trudno sobie wyobrazić scenę, w której gnani dreszczykiem emocji obywatele zasuwają autobusem, tramwajem czy samochodem po kolejną dawkę filmów na wieczór, które wypożyczają jak książki z płatnej biblioteki. Po siedem na 3 dni! A potem całymi rodzinami, czasem w towarzystwie znajomych, chłoną obraz z kineskopu o wielkości 20, a nawet 14 cali. Obraz często nieostry, zaśnieżony, czasem z dogranym denerwującym, amatorskim lektorem. 

No i co z tego? Po latach telewizyjnej mizerii dwóch programów, niespecjalnie bogatych w najnowsze produkcje, możliwość wzięcia do domu i wielokrotnego obejrzenia “Imperium kontratakuje” albo “Przeminęło z wiatrem” była wprost spełnieniem marzeń. Normalnie prywatne kino!

Nastrój tych dni pamięta wielu, a byli tacy, co jeździli na Puławską 101 nawet z Wilanowa. Wcześniej podobną rewolucją było pojawienie się telewizorów, na które nie wszystkich było stać. I nieraz cała kamienica potrafiła zebrać się na wieczornym seansie filmowym u szczęśliwca, co stał się już posiadaczem magicznej skrzyneczki z napędem lampowym. 

Wejście do dawnej "świątyni VHS"

Wspomniana wypożyczalnia mieściła się na parterze budynku, a właściwie w oficynie, bo schodziło się do niej po kilku schodkach. Wewnątrz był kontuar, a za nim cała ściana kaset wideo z białymi paskami na froncie, na których flamastrem lub na maszynie wypisano tytuł filmu. Bo nie mówimy tu o pięknych pudełkach kolorowych oryginałów - takich wtedy nikt na oczy nie widział. Wypożyczane filmy wkładane były w żółte, plastikowe etui, podobne do pustej w środku książki. Czasem zdarzało się, że etui takie zdobiło ksero oryginalnej okładki. Czarno-białe, rzecz jasna. Choć nie - raz trafiło mi się pokolorowane. Kredkami.

Tak wyglądały kasety, jakie wypożyczano m.in. przy Puławskiej 101

Prawdziwą siłą tego konkretnego przybytku była zarówno liczba dostępnych tytułów, jak i osoba właściciela, który stanowił prawdziwą skarbnicę wiedzy o filmach i zawsze umiał doradzić, co warto obejrzeć z konkretnego gatunku. Chcesz horror? Proszę bardzo. Nie, dziś coś w stylu Indiany Jonesa. Proszę bardzo, mamy coś ekstra. I tak to szło. Interes okazał się na tyle dochodowy, że właścicielowi opłacało się zorganizować własne studio tłumaczeń - nagrywał filmy np. z telewizji RTL, a potem lektor na miejscu dogrywał swój głos. Efekty były różne, na pewno jakością dalekie od dzisiejszych dubbingów “Shreka” czy “Elzy w krainie lodu”, ale dawały możliwość obejrzenia filmów niedostępnych gdzie indziej.

Kto wówczas zastanawiał się nad budynkiem okalającym świątynię VHS? Pewnie kilku by się znalazło, choć na pewno byli w mniejszości.

PREZYDENCKA REZYDENCJA
Lata 30. XX wieku. Mokotów to nadal peryferie Warszawy, pełne wiejskich chałup. Miasto jednak rozbudowuje się, zajmując coraz większą przestrzeń. Wśród nowych domów znalazła się willa dla ówczesnego wiceprezydenta stolicy, Władysława Malinowskiego. Zaprojektował go jego kolega z Politechniki w Rydze, architekt Adolf Inatowicz Łubiański. Prócz studiów obu panów łączyło coś jeszcze - przynależność do korporacji studenckiej Arkonia, która za cel stawiała sobie m.in. podkreślenie polskości jej członków.

Fasada willi współcześnie - na szczycie słynny skarabeusz

Arkonia miała swoje symbole, a jednym z nich była siedmioramienna gwiazda, której ramiona w kolorach zieleni, czerni i bieli oplatały cyrkiel. Pierwotnie jej wizerunek właściciel willi umieścił na drewnianej podłodze, ułożony misternie z klepek. Na początku w symbolach stowarzyszenia znajdowały się też motywy egipskie i prawdopodobnie dlatego na fasadzie domu umieszczono jeszcze płaskorzeźbę, od której dom wziął swoją późniejszą nazwę - dwa sokoły trzymające skarabeusza, stanowiące replikę staroegipskiej sztuki.

Na parterze budynku przewidziano reprezentacyjny salon i jadalnię, a na piętrze łazienkę, buduar, sypialnię oraz pokój gościnny. Dół z górą łączyły efektowne schody, których poręcze przypominały zwisające luźno pęki lin i sznurów. Balkon od strony południowej łączył zaś sypialnię i pokój gościnny.

Tak wygląda dziś romantyczny balkon łączący sypialnię i pokój gościnny - być może miejsce romantycznych schadzek dawnych lokatorów?

Małżeństwo Malinowskich wprowadziło się do nowego domu w 1934 roku, jednak już 5 lat później, w momencie wybuchu II wojny światowej, musiało pożegnać go na zawsze. Wojsko ustawiło tu stanowiska dział przeciwpancernych. Ważną rolę budynek odegrał także w czasie Powstania Warszawskiego, ponieważ zlokalizowano w nim szpital powstańczy. Podczas jego ostrzału ucierpiała elewacja, w tym słynna płaskorzeźba. 

Łatwo sobie wyobrazić powstańców wymykających się tędy na dach, by obserwować ruchy wojsk niemieckich

Film z drona pokazujący obecny stan rezydencji (wiosna 2019 roku)

Po wojnie został odnowiony, ale po 1989 roku zaczęła się jego prawdziwa gehenna - tarcia kolejnych właścicieli z miastem co do obowiązku utrzymania zabytku (wpisano go już do rejestru) spowodowały, że dziś jego stan niewiele różni się od tego, jaki zafundowali mu żołnierze Wehrmachtu. Nie będę dociekał przyczyn, gdyż doniesienia prasowe nie są w tym względzie jednoznaczne - jedni obwiniają miasto, inni opieszałość właściciela. Faktem bezspornym jest to, że dziś nie ma tam niczego - może poza kryjówką bezdomnych w drewnianej przybudówce.

Piotr Maciejczak

Drewniana przybudówka - schronienie dla bezdomnych. 

Wschodnia strona budynku


Dach wydaje się być jeszcze w niezłym stanie

Widok na skrzyżowanie Puławskiej z Odyńca z wysokości ok. 28 metrów, znad dachu Domu pod Skarabeuszami


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czekają, aż się zawali

Czerniakowska ostoja grążela żółtego

Poddźwiękowy fagot z Warki