Poddźwiękowy fagot z Warki

LIM-2 o numerze bocznym 026 stanął na postumencie w Warce równo 50 lat temu, w 25. rocznicę pierwszego lotu bojowego 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego “Warszawa”. Ale co ma z tym wspólnego fagot?


Skrót LIM to po prostu “licencyjny myśliwiec”. Jest to jednak w stu procentach konstrukcja znana na świecie pod nazwą MIG-15. Wersja druga (LIM-2) odpowiada radzieckiej MIG-15 bis z mocniejszym silnikiem WK-1A o ciągu 26,46 kN (2700 kG). Tak na marginesie, silnik ten również produkowano w naszym kraju i także on otrzymał równie proste oznaczenie: LIS-2, co oczywiście oznaczało “Licencyjny silnik”.


Jak widać nazwy wymyślano wówczas tak, aby były skrótem od słów składających się na pełną nazwę. Nieco inaczej do tematu podeszli Amerykanie, dla których pojawienie się MIG-ów 15 podczas konfliktu w Korei było niemiłym zaskoczeniem. Nowemu myśliwcowi radzieckiemu nadali oznaczenie kodowe “Fagot”, co po angielsku oznacza “pęk”, lub też coś pękatego. Rzeczywiście, MIGi-15 oglądane od przodu przypominają nieco beczkę ze skrzydłami. Ale bardzo zabójczą beczkę.
Jak na lata 50. XX wieku była to bardzo nowatorska konstrukcja, przede wszystkim z uwagi na zastosowanie skośnych skrzydeł, pozwalających na łatwiejsze i bezpieczniejsze osiąganie dużych prędkości, zbliżonych do prędkości dźwięku. MIG-15 nie był jednak samolotem naddźwiękowym, gdyż nawet w wersji “bis” osiągał maksymalnie 1076 km/h, a więc o jakieś 200 km/h za mało, by przekroczyć barierę dźwięku. Niemniej zdarzali się podobno ryzykanci, które owe 200 km/h nadrabiali w locie nurkowym z dużej wysokości - czy to prawda, czy też “lotnicze opowieści”- nie wiem. Może ktoś z Czytelników uzupełni tę lukę w komentarzu.

Wracając jednak do tytułu - był to samolot poddżwiękowy, o oznaczeniu kodowym “Fagot”. Różnice językowe dały taki oto zabawny mezalians. Za to nic śmiesznego nie było już w sile ognia tego myśliwca. Dysponował dwoma zabudowanymi działkami NR-23 kal. 23 mm i jednym działkiem N-37 kal. 37 mm. W uchwytach pod skrzydłami mogły być zamontowane dwie bomby o wadze 50 lub 100 kg, ewentualnie dodatkowe zbiorniki paliwa, podwieszane na zamkach podskrzydłowych - tak, jak to jest w LIMie prezentowanym na zdjęciach. Dzięki nim jego zasięg wzrastał do 2 tys. kilometrów. 


W Polsce te samoloty wykorzystywano na szczęście jedynie w czasach pokoju. Jednak historia 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego “Warszawa”, w hołdzie któremu wystawiono pomnik, zaczęła się podczas II wojny światowej, w dalekim Grigoriewskoje, leżącym na południe od Sielc nad Oką, w pobliżu drogi Moskwa – Riazań. 
Oficjalnie 1 Samodzielna Eskadra Myśliwska - z czasem przekształcona w pułk - powstała 7 lipca 1943 roku, z rozkazu dowódcy 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, płk. Zygmunta Berlinga. Chętnych do służby było wielu, jednak wstępnie wyłoniono siedemnastu najlepszych kandydatów na myśliwców. Pierwszym dowódcą został kpt. pilot Wacław Czesław Kozłowski. Szkolenie nowych lotników było przyspieszone, gdyż planowano, aby eskadra jak najszybciej włączyła się do walki wraz z 1 Polską Dywizją Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, która wyruszała na front już 30 sierpnia 1943 roku. Szkolenie podstawowe prowadzono na samolotach UT-2 - jednosilnikowych dolnopłatach ze stałym podwoziem. Trwało jednak rok, więc gotowość bojową osiągnięto dopiero w czerwcu 1944 roku.
Pierwszy lot bojowy polscy lotnicy odbyli już nad polską ziemią - właśnie w okolicach Warki, na przyczółku warecko-magnuszewskim, 23 sierpnia 1944 roku. Odbyli go czterej piloci na samolotach Jak-1b: ówczesny dowódca pułku płk Jan Tałdykin, por. Witold Gabis, kpt. Oleg Matwiejew i chor. Edward Chromy. Ich zadaniem było rozpoznanie na przedpolach Warki oraz osłona dwóch szturmowych Iłów-2. Start nastąpił o godzinie 8:30. Maszyny szybko trafiły na potężną zaporę niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, jednak piloci zaobserwowali ok. 60 wrogich pojazdów, na które atak przypuściły towarzyszące im Iły, niszcząc kilkadziesiąt samochodów wroga bez strat własnych.
Taki był ten pierwszy lot, który upamiętnia tablica na postumencie w Warce. Pułk zasłużył się potem w walkach do samego Berlina, a w wolnej Polsce przezbrojono go w samoloty odrzutowe takie, jak ten prezentowany na pomniku. Warto wspomnieć, że do 2014 roku postument wyglądał nieco inaczej i stał też w innym miejscu. Prezentują to zdjęcia wykonane przez mojego ojca.




Dziś stoi niżej i w zdecydowanie bardziej efektownej pozycji, szczególnie dla fotografów. Wątpliwość może budzić to, że jest teraz w zasięgu wandali, a przechylona pozycja sprawia, że na kadłubie tworzą się brudne zacieki, widoczne gołym okiem. Cóż - coś, za coś. Grunt, że nadal stoi i przypomina o bohaterstwie polskich lotników.

Piotr Maciejczak





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czekają, aż się zawali

Czerniakowska ostoja grążela żółtego