Czekają, aż się zawali

W sercu Mokotowa stoi od 1880 roku, czyli już 139 lat. Zbudowany przez Bonifacego Pyzla dworek jest typowym przykładem podmiejskiej zabudowy. Przetrwał zabory, dwie wojny światowe, czasy Polski Ludowej i początek XXI wieku. Sędziwy wiek nie robi już jednak wrażenia. Decydenci czekają, aż się zawali i ustąpi miejsca wielorodzinnym blokom.


Pod skarpą wiślaną, między ulicą Idzikowskiego i Aleją Wilanowską, znajduje się teren dawnej kolonii Szopy Polskie, powstałej pod koniec XVIII wieku. Tuż obok niej leżała niewielka wieś Potok, po której została już tylko nazwa ulicy – Potoki.


Dla mieszkańców Mokotowa, w tym dla mnie, teren ten stanowił prawdziwy skansen. Choć trudno w to uwierzyć, jeszcze na przełomie XX i XXI wieku były tu pola uprawne, biegały kury i bydło. Tuż obok wybudowano skocznię narciarską (dziś już zlikwidowaną), poniżej osiedle Stegny z wielkiej płyty, a w trójkącie Idzikowskiego, Puławskiej i Alei Wilanowskiej nie zainstalowano nawet kanalizacji, że o bieżącej wodzie czy centralnym ogrzewaniu nie wspomnę. Podobna sytuacja była jeszcze w położonych nad samą Wisłą Siekierkach, co jednak łatwiej zrozumieć, bo to miejsce na totalnym uboczu.


Przy wspomnianej już ulicy Potoki czas stanął na blisko 100 lat. W dworku Bonifacego Pyzla, pod numerem piątym, aż do 2003 roku mieszkali jego potomkowie. Dom nie ma fundamentów, mury przesiąkły wilgocią już dawno, więc stan techniczny budynku z roku na rok się pogarszał. Został wpisany do gminnej i wojewódzkiej ewidencji zabytków, dlatego nie można go wyburzyć. Jest jednak w prywatnych rękach - w „Gazecie Wyborczej” z 28 lipca 2016 roku, w artykule „Wieś Potok w mieście Warszawa. Wkrótce wejdą tu deweloperzy”, wypowiedział się jeden z właścicieli, praprawnuk Bonifacego Pyzla – otwarcie przyznał, że choć ma do tego domu ogromny sentyment, to nie ma środków na jego remont.


Trzy lata temu teren został w większości wykupiony przez deweloperów, którzy na dotychczasowych polach uprawnych postawili nowoczesne, ekskluzywne osiedle. Zniknęły zaciszne zakątki i wiejska atmosfera. Polną drogę, nosząca dumną nazwę ulicy Potoki, pokryto asfaltem. Po jej zachodniej stronie zostało jednak kilka starych chałup, w tym zabytkowy dworek. Kiedy zawalił się w nim dach, posesję otoczono mocnym, drewnianym płotem, ograniczając do niej dostęp osobom postronnym. Doniesienia medialne nie wróżą, aby do czasu całkowitej degradacji budynku ktoś zrobił coś więcej. Chyba, żeby działkę wykupiło miasto i zainwestowało w renowację zabytku. Na osoby prywatne raczej nie ma co liczyć, więc zamieszczone tu zdjęcia i film mogą okazać się ostatnią pamiątką po nim.

Piotr Maciejczak









Komentarze

  1. W MSI teren między skarpą a Sikorskiego oznaczono jako Stegny... to tak samo jak z oznaczeniem Siekierek jako Augustówka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No namieszane jest, ale to być może próba połączenia tradycyjnych granic wsi i osiedli ze współczesną rozbudową miasta. Granice się teraz bardzo przesuwają.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czerniakowska ostoja grążela żółtego

Poddźwiękowy fagot z Warki